Jabłkami jesień się zaczna.

Muszą mieć szorstką skórkę Muszą być twarde i słodko-kwaśne. Muszą mieć dużo soku i pachnieć. Muszą mieścić się w ręce. Nie lubię olbrzymów.Nie muszą być błyszczące i krwisto czerwone. Nie mogą mieć papierowego środka. Muszą być moje. Pod względem jabłek jestem okropnie wybredna. Ale jak już trafię. Wpadam. Dlatego chodzę z nożykiem w torebce 😉 […]

czytaj

Na trzy gryzy.

No.. góra cztery-pięć ;)Zaczęła się szkoła, intensywna praca, wieczne zabieganie. Śniadania w biegu i obiady na mieście. Kobiałka (?) malin za 4,9 zł i szara reneta po 3,6zł. Obładowane ręce i tułaczka autobusem. I początek mojej jesieni. Pożółkłe liście i spadające gruszki. Mokra i ciemnozielona trawa. Pastelowo-szarawe kolory otaczającej rzeczywistości. Pudła szaliczków i apaszek stosami […]

czytaj

Mirabelka do kwadratu.

Mirabelka, czyli owoc retro, nieco zapomniany i wykluczony oraz smak mojego dzieciństwa u babci. Bardzo wszechstronny i jeszcze bardziej kwaśny. Za to mirabelki lubię. Żółte śliweczki poddane obróbce enzymów w śliniankach jak i temperaturze smakują wyśmienicie. U mnie dziś zamknięte w słoikach na dni cieplejsze, by orzeźwiały i przypomniały o wakacjach, oraz na te zimniejsze, […]

czytaj

Gładko przejdzie przez zęby.

To teraz dla mnie najważniejsze. Po raz pierwszy w życiu doświadczam powiedzonka „Chcesz być piękny, musisz cierpieć”. Uparłam się to mam, a jestem dopiero na początku. Jakoś dam radę. Dlatego jem nieprawdopodobnie dużo lodów, jogurtów, musów owocowych i innych tego typu rzeczy. Ażeby nie było za nudno, łączę słodkie z kwaśnym, gorzkie ze słodkim, ciepłe […]

czytaj

Mija rok..

Dziś mija rok od narodzin Lendryggena. Sama nie jestem w stanie uwierzyć jak to szybko minęło i jak było cudownie. Pamiętam, jak trzy dni pracowałam nad szatą graficzną (daleko mi do mistrza okiełznania komputera) i wymyślałam w miarę oryginalny tytuł. Z perspektywy czasu widzę jak dużo się nauczyłam i jak dużo jeszcze mi brakuje do […]

czytaj