#myfirst7jobs

#myfirst7jobs

Zamiast przygotowywać ważną prezentację na zaliczenie dwuletniego kursu na studiach, postanowiłam napisać o moich pierwszych siedmiu pracach. Tag, który już od dłuższego czasu krąży w Internecie najpierw mnie zachwycił, później rozbawił, a na końcu o nim zapomniałam. Dziś przypomniała mi o nim Asia .

Dorzucę swoją cegiełkę do tego przedsięwzięcia z dwóch powodów. Pierwszym z nich jest fakt, że mnóstwo osób pytających mnie o źródło dochodu nieodmiennie i nierzadko wykrzywia usta w geście zdziwienia, dowiadując się ile już zdążyłam robić różnych rzeczy, biorąc pod uwagę mój wiek (jeszcze w tym miesiącu skończę 21 lat). Po drugie i ostatnie sama frajda czytania u innych tego typu tekstów, popycha mnie do napisania podobnego. Myślę, że jest w tym coś z wrodzonej ludzkiej potrzeby podglądania i dowiadywania się czegoś o innych. A więc zaczęło się od..

SONY DSC
O tym co na zdjęciu przeczytasz w pkt. 5 ;)

1. REDAKTOR GAZETY „ZOŁZA”
Razem z moją siostrą i naszą najlepszą przyjaciółką z dzieciństwa założyłyśmy gazetę ręcznie robioną. Wszystkie rysunki i teksty przenosiła na papier Doma. Pamiętam, że miałyśmy tam rebusy, zagadki i szeroko pojmowany humor. Po zrobieniu trzech dwunastostronicowych egzemplarzy, stwierdziłyśmy, że na więcej nie mamy siły. Miałyśmy sprzedawać ją obok jednego w naszej okolicy sklepu, ale ostatecznie „rozeszło” się po rodzinie bez wychodzenia z domu, za jedyne 7zł sztuka. Miałam wtedy ok 6 lat.

2. KONSULTANTKA FIRMY KOSMETYCZNEJ
W przypływie kampanii rekrutacyjnej, namówiona przez koleżankę z gimnazjum zapisałam się w imieniu mojej mamy jako konsultantka do jednej z tych dwóch najbardziej znanych firm kosmetycznych cechujących się sprzedażą bezpośrednią (nie miałam skończonego 16 r.ż.). Nie udało mi się do końca zrealizować programu punktowego dla nowych, ale pierwszą nagrodę, komplet pędzli, miałam jeszcze w zeszłym roku, czyli jakieś 5 lat. Pamiętam niezliczone szkolenia, wyjazdy i uroczyste konferencje w pięknych hotelach. Dużo się wtedy dowiedziałam o marketingu i zarządzaniu. No i fantastycznie było mieć własne pieniądze, które na tamte potrzeby były wystarczające i nawet spore. Paradoksalnie sama używałam bardzo mało kosmetyków, przez co po intensywnym półtora roku pracy, miałam cały karton niepotrzebnych kremów, balsamów, perfum i akcesoriów. Później długo prałam ręcznie ubrania w pozostałych płynach do kąpieli. Resztę spakowałam w paczkę i sprzedałam na allegro za (pamiętam dokładnie) 61,53zł.

3. KOREPETYTOR J.ANGIELSKIEGO
Kto w liceum nie przechodzi przez ten etap? Dawanie „korków” zaliczam do listy obowiązkowych prac do przeżycia, obok kelnerki i niani (tego pierwszego jeszcze nigdy nie robiłam, o drugim w pkt 7.) Miałam dwóch uczniów. Angielski szedł mi zawsze dobrze, więc było to dla mnie przyjemnością, choć nie raz siedziałam znudzona przeklinając w głowie, jak trudne może być nauczenie się poprawnej odmiany „to be”. Nigdy później nie zarabiałam więcej za godzinę. Wtedy też wypiłam najlepsze herbaty w swoim dotychczasowych życiu.

myfirst7jobssm
Nie mogłam znaleźć zdjęć z opisywanej poniżej kuchni, ta jest z jeszcze innej (choć krótkiej) pracowniczej przygody w jednej z  hipsterskich krakowskich knajpek.

4. POMOC KUCHENNA
Gotawanie lubiłam i lubię, więc wydawało mi się, że praca w kuchni będzie spełnieniem moich marzeń. W wakacje pomiędzy pierwszą, a drugą klasą liceum myłam wielkie gary, robiłam sos czosnkowy w 20 litrowym wiaderku, blenderem przypominającym młot pneumatyczny i wiele innych mało romantycznych rzeczy. Pracowałam w systemie dwuzmianowym w stołówce przyzakładowej, w której zatrudnionych było 1500 osób. Po dwóch tygodniach zrezygnowałam. Pamiętam do dziś palące do okapów kucharki, romase z dostawcami, „kreatywne” porządki w lodówkach i proces robienia krokietów. Od tamtego czasu nigdy nie jem dań szeroko pojmowanych jako „wyroby garmażeryjne”. To była szkoła życia, pit rozliczeniowy mam w albumie pamiątkowym. Później zdażyło mi się pracować w tego typu kuchni, ale w zupenie innych okolicznościach, z zupełnie innymi ludźmi. Przyjaźnie tam zawiązane trwają do dziś.

5. DZIEWCZYNA OD ZLECEŃ
Od wypisywania dziesiątek kopert i zaproszeń, po pieczenie setek ciastek na eventy dla jednego z wydawnictw. Najbardziej w tej pracy lubiłam jej krótkoterminowość i czas czekania na przelew. Pamiętam listę adresów do superważnychosobistości i straszny stres, że Pani X lub Pan Y mieliby mieć koślawo przeze mnnie napisane nazwisko na zaproszeniu.

6. RAPORTMISTRZ
Zaczęło się od telefonu od znajomej w potrzebie, której ktoś tam nawalił z realizacją swojej części zadań przy dużym, ważnym społecznie projekcie. Siedziałam przez tydzień od rana do wieczora wklepując do systemu setki ankiet, a później tworząc raporty i diagnozy biorących udział w badaniach instytucji. Nigdy wcześniej nie pracowałam tak szybko i intensywnie. Nauczyłam się z zamkniętymi oczami obsługiwać pakiet Office i wymyślać jak najbardziej kreatywne opisy do zauważonych braków i niedostosowań w placówkach. Urobiłam się jak dziki osioł, ale wynagrodzenie wynagrodziło mi ten trud. (Bo wynagrodzenie wynagradza, nie? ;))

nianiastroysm
Moja codzienność.

7. NIANIA.
Nieustannie, przewlekle i o każdej porze dnia i nocy, pracuję jako niania. Nie potrafię policzyć wszystkich dzieci, którymi się już zajmowałam, ani przypomnieć ich imion. Pracodawców znajdowałam w przeróżny sposób, na portalach dla niań, przez krewnych i znajomych królika, popijając kawę w miejscu publicznym. Do dziś pamiętam to ostatnie, kiedy zdesperowana kobieta wpadła do owego miejsca z krzykiem od wejścia „szukam opiekunki!”, na co ja (akurat martwiąca się o zarobki przez najbliższe tygodnie, kiedy „moje dzieci” pojechały na ferie) z lekką nonszalancją i pewnością siebie odpowiedziałam „słucham panią..”. Kobieta ewidentnie wpadła w osłupienie, że oto koniec jej poszukiwań. Swoją drogą nigdy tak konkretnie jak wtedy nie ustalałam warunków pracy. Rokrocznie myślę o tym, żeby znaleźć sobie inne, bardziej rozwojowe zajęcie w branży, którą studiuję, ale zawsze przypominam sobie ile mogę zarobić jako niania za godzinę, i że przecież nie raz płacą mi za picie kawy. To są mistyczne, rzadkie momenty, które jednak zapadają głęboko w pamięć. Historii nianiowych jest mnóstwo, życzę sobie kiedyś je opisać.
Po drodze zdążyłam robić jeszcze milion innych rzeczy, których w tej chwili nie pamiętam. Wciąż marzę o spróbowaniu swoich sił jako kelnerka w kawiarni, chociaż moja siostra pracująca w ten sposób przedstawia mi mnóstwo argumentów obrzydzających ten rodzaj zarabiania pieniędzy.

Jakie są Wasze historie związane z pierwszymi pracami? Bardzo chętnie o nich poczytam!

Pozdrawiam,
Praline