cccc

W ciszy

Jureczek ułożony do snu, a ja zatapiam się w Zorkowni. W cieple południowego słońca, otulona delikatnym wiatrem przychodzacym spomiędzy liści po raz kolejny chłone każde słowo. Przypominam sobie jakieś swoje historie, które wracają przez pojedyncze wyrazy.

Czytam o trosce, bliskosci, ciszy. O obecności. I myślę o Jureczku. O tym jak bardzo jesteśmy podobni w tej naszej relacji do hospicyjnych wolontariuszy. Tam pomagają rozumieć i odchodzić. My odkrywamy razem kolejny dzień, żeby później było z czego czerpać. Po raz kolejny myślę o swoim miejscu zamierzonym i niezamierzonym. Bo jednak Jureczkowi brakuje spokojnego utulenia i tych jasno określonych granic, pośród których można się bezpiecznie i z ufnością poruszać.

Szukam inspiracji.

I Jureczek się budzi. Znów z przerażeniem w głosie i oczach. Tulę go jeszcze delikatniej niż zwykle, choć stanowczo. Posrod ciszy oddechow przygladamy się pracujacym ogrodnikom i słuchamy śpiewu ukrytych w koronach drzew ptakow.

Odkrywamy swoje nowe oblicza. Jesteśmy jak zgrany zespół.

Już rozumiemy się bez słów.

Praline