SUPER V

Jest piątek, a ja jestem po pełnej nianiowej dniówce.

Towarzysto Jureczka rozpromienia oblicza mijanych przechodniów, a jego głośne gaworzenie z wózka wprawia w zachwyt starsze panie.
Te same, dla których rówieśniczek, moich koleżanej po fachu stałam się dziś przystankiem o nazwie „SUPER V”.

Jeśli jesteś stosunkowo młoda, masz włosy w artystycznym nieładzie, prowadzenie i manewrowanie wózkiem przychodzi ci łatwo, a rozmowa z dzieckiem to wydawanie krótkich komend spokojnym, ale stanowczym głosem, stajesz się ostatnią deską ratunku i opoką zrozumienia dla koleżanek po fachu. Bo „czy pani X też tak się darł?”, „bo wie pani, to jest taki mały rozpuszczony terrorysta”, „a pani długo go tak brała siłą”.. Wytęż uszy i oczy i zbierz wszystkie siły. Pomóż słowem i wesprzyj uśmiechem.
Bo choć pani w okuarach mi w sercu żal, to wiem, że jej bardziej jest żal mnie bo „przecież pani to się jeszcze zdąży załamać”. Kiedyśmy się już minęły, a jej Jureczek w ciąłym wrzasku sygnalizował swoją obecność przypomniałam sobie, że nie powiedziałam, że jestem tylko nianią.

I tak oto stałam się dziś matką-bohaterką i SUPER V w jednym. W długiej spódnicy i włosach w nieładzie.

Z nosem w miliardach czekający mnie artykułów do przeczytania uśmiecham się w myślach do pani w okularach, która myśli, że wieczór spędzę ze stertą prania.

Dobrego wieczoru!

Pozdrawiam,
Praline