W miejskiej dżungli błądząc

Bycie nianią niesie ze sobą więcej udogodnień i niespodzianek niż można by się spodziewać. Podejmując każdorazowy trud znoszenia wymuszań, płaczu i tych mniej przyjemnych naturalnych konsekwencji egzystencji, z dnia na dzień zauważa się je coraz mniej i coraz lepiej znosi.

Żeby urozmaicić sobie powtarzalne jak śnieg w zimie spacery, postanowiłam spojrzeć na miasto oczami turysty i w ramach tychże przechadzek pozwiedzać miasto. Gdyby nie to, że musimy się z Jureczkiem ruszyć z kanapy, nie pokonywałabym dziennie dziesiątek kilometrów. Płacą mi za fitness. Czasem wydaje mi się, że żyję w bajce.

Z KKM (dla niewtajemniczonych Krakowska Karta Miejska) docieramy nawet na obrzeża miasta. Ostatnio odwiedziliśmy Tyniec, bo zachciało mi się kawy po benedyktyńsku. Oboje z Jureczkiem czuliśmy się jak na wakacjach.

W zeszłym tygodniu zaś zapuściliśmy się do dżungli w środku miasta w poszukiwaniu elementów bajkowej układanki- moich ukochanych od pierwszego wejrzenia magnolii.

SONY DSC

SONY DSC

Cel jakim był ogród botaniczny został osiągnięty, a zamiast magnolii najbardziej podobało nam się w palmiarni. Jureczek wychowywany w mieście w końcu dotknął żywej rośliny.

Jedyną osobą ze łzami w oczach byłam ja. Ze łzami prostego wzruszenia. Jak niewiele dziecku do szczęścia potrzeba. I niani też.

Ogr.Bot kol sm

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

Jureczka widoki z wysokości.

SONY DSC

 

Macie pomysły gdzie możemy się zapuścić następnym razem?

Pozdrawiam serdecznie,
Praline