Nigdy nie żałuj jednego uśmiechu

Ja jak zwykle kalkulowałam, że nie stać mnie na kolejną „zwykłą czarną”, bo miałam oszczędzać na nowy telefon, kaszmirowy sweter i weekend w Paryżu. Trudno, weszłam. Jak zwykle.

To uczucie, kiedy czujesz się jak człowiek na poziomie. Bo cię stać, bo masz fajne okulary. Po raz kolejny rzuciłam grzeczne i szczere „dzień dobry, zwykłą czarną poproszę”. A ona za ladą znów popatrzyła na mnie wzrokiem „serio?”. Szybko dodałam „chyba, że macie coś bez mleka”.

Mieli. Zapłaciłam. Rzuciła rzeczy w kąt i dopiero go zauważyłam. W jednej z tych sieciowych, dworcowych kawiarni. Zaraz przy szybie. Na pierwszy rzut oka niezauważony. Siedział i czytał. Albo przeglądał fejsa. Miał idealne okulary i bystre oczy. I obserwował mnie od wejścia. Kiedy czekam też to robi. Niby ukradkiem, ale zauważalnie.

A ja znów udaję księżniczkę i tylko uśmiecham się pod nosem. Odbieram kawę, zdejmuję płaszcz, poprawiam włosy.

Odwracam się, żeby w końcu przyłapać to spojrzenie i odwzajemnić się uśmiechem.

A jego już nie ma.

Czy właśnie zaprzepaściłam szansę na wielkie laf story, albo miłe 1o minut czekania?

Nie żałuj uśmiechu. Nigdy nie wiesz kiedy okazje do obdzielenia nim innych się skończą.

A czekoladowa kawa bez mleka i bitej śmietaty przybierze gorzki smak.

Praline