Z trawnika do buzi! Mniszek lekarski i jego świta.

Od zawsze mi wmawiano, że mlecze (potoczna nazwa mniszka lekarskiego) są trujące.
Po dotknięciu od razu biegiem umyć ręce i broń Boże podrapać się po nosie.
A guzik  z pętelką!
To, że bratki, fiołki i inne kolorowe płatki można zjadać, wiedziałam już dawno (co nie zmienia faktu, że jeszcze nie próbowałam). W zeszłym roku, w magazynie Kuchnia znalazłam artykuł o mniszku i już wtedy postanowiłam, że kiedyś go skonsumuję.
 
I tak oto nastał ten dzień. 
Młode, wolne od spalin listki trafiły do ust razem ze swoją świtą. 🙂
Mniszek jest niesamowity.
Ze względów zdrowotnych- zawiera sporo potasu i witaminy C, oczyszcza układ moczowy.
Ma lekko szpinakowo-kwaskowaty smak.
Intrygujący. Fantastyczny w połączeniu z orzechami i mięsem. Oprócz sałatek, można z niego robić np. zupy.
W tym roku na jednym spotkaniu nasza znajomość się skończy, wszakże zaczyna przekwitać (przynajmniej tu, na południu). Z żółtych kwiatków Atria robi wino.
Sałatka „Mniszek lekarski i jego świta”
na porcję
  • garść świeżego mniszka lekarskiego (zerwanego daleko od ulicy, w szczerym polu)
  • 4 cm kawałek białej kiełbasy pokrojony w plasterki (świetnie sprawdzi się też boczek)
  • łyżeczka masła
  • 3 małe orzechy
  • 2 rzodkiewki
  • łyżka posiekanej dymki/szczypiorku
  • jajko
Każdy liść mniszka dokładnie myjemy i osuszamy.
Na patelni rozgrzewamy masło i smażymy kiełbasę (jeśli używamy boczku, masło już jest niepotrzebne), aż będzie przyjemnie chrupiąca. Na tej samej patelni podsmażamy orzechy.
Rzodkiewki myjemy i kroimy w małe plasterki.
Na talerzu układamy liście, kiełbasę i rzodkiewkę.
Jajko gotujemy w koszulce lub na półtwardo. Kładziemy na górze, posypujemy orzechami oraz dymką.
Taila- pierwszy degustator.
Sałatka jest pyszna! Połączenie wszystkich składników daje nieoczekiwany efekt.
Jeśli nie znajdziecie dobrych listków mniszka, można je zamienić na młody szpinak lub rukolę.
Łapcie ciepłe słońce i podziwiajcie piękny bez!
Tymczasem dobrej nocy! 🙂
Praline