Klops z jajem i Jamie.

Swego rodzaju gra słowna. Mówiąc ‚ale klops’, bądź ‚ale jajo’, mamy na myśli zamieszanie, sytuację komiczną. Jakiś rozgardiasz. Takie nie wiadomo co. W klopsie jest wszystko wymieszane i w gruncie rzeczy, przeważnie nie mamy pojęcia co znajduje się w środku. Chyba że zrobimy go sami 😉
Książka Jamiego stała i stała.. i ładnie wyglądała. W końcu trzeba było ją spożytkować i przetestować.

Wróciła od oglądaczy i test zdała na 6+.
Jest idealną pozycja dla początkujących kucharzy. W bardzo przejrzysty i czytelny sposób pokazuje krok po kroku, jak oczarować samego siebie i gości (jeśli takowych akurat mamy ;). Jamie jak zwykle urzeka swojskością i swoją uroczą niechlujnością 🙂 Pokazuje, nawet największemu przeciwnikowi kuchni, że można szybko, tanio, czasem finezyjnie, własnoręcznie przygotować, a co za tym idzie, z większą przyjemnością, zjeść pożywny i smaczny posiłek (jestem mistrzem w tworzeniu okropnie długich zdań ;). Ponad dwukilogramowa pozycja podzielona jest na czternaście tematycznych rozdziałów, poczynając od dań najszybszych, najprostszych i często nieodkrytych, poprzez mięsiwa, ryby i makarony, kończąc na kulminacyjnych daniach popisowych- słodkościach 😉 Cytując Jamiego ‚Ze wszystkich rozdziałów [..] ten […] wymaga zdecydowanie najwięcej zaangażowania i czasu. ponieważ trzeba dokładnie przestrzegać wskazanej wagi i objętości, łatwiej tutaj o niepowodzenie niż w przypadku innych potraw.’ Co jakiś czas przewija się zdjęcie posiadacza książki, który, po choć wierzchniej analizie przepisów, z mikrofalowicza przeobraził się w pierwszorzędnego szefa domowej kuchni. Retro przewodzi wizualizacji książki. Samą nazwę autora (celowo) na pierwszy rzut oka, mózg odczytuje jako Coca Cola. Najciemniej pod latarnią? Nie, nie 😉

Przechodząc do rzeczy. Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów ugotowałam coś w 100% według przepisu 😀 Jamie jest mistrzem i daje się to wyczuć na języku po pierwszym kęsie. Wie facet jak zdobyć kobietę! Takie niby nic, staroświeckie.. Od siebie tylko dorzuciłam do środka jajko, żeby trochę podciągnąć pod Wielkanoc 😉 I powiem, że całkiem, całkiem pasuje na śmingusowy obiad 😉
Jamie podawał ten klops z gęstym, grudkowatym sosem ciecierzycowo-pomidorowym. Ja zrobiłam grzanki i małą wariację na temat pomidorów z puszki.

Rozgrzej piekarnik. Obierz i posiekaj cebule na drobne kawałeczki. Na dużą patelnię wlej sporo oliwy i dosyp soli i pieprzu. Dodaj cebulę, mielony kmin i kolendrę. Smaż ok. 7 min często mieszając, aby cebula zmiękła i zrobiła się złocista. Przygotowaną, przełóż do miski. Pokrusz krakersy i dodaj do cebuli. Z resztą składników zrób to samo. Teraz dokładnie rękami wymieszaj. Przełóż mięso na deskę i uformuj klops. Coś na kształt zaokrąglonego, długiego graniastosłupa. Przełóż do formy do pieczenia. Wsadź do piekarnika (200st) i piecz 20 min.

** Ja dodałam do środka dwa ugotowane wcześniej jajka.

** Czerstwy chleb pokroiłam w dużą kostkę i w wysmarowanej delikatnie oliwą formie, wsadziłam razem z klopsem do piekarnika. Zrobił się chruuupiący dodatek 😉

Wariacja na temat Sosu pomidorowego
Jedną puszkę pomidorów wrzuciłam na patelnię i powoli odparowałam część wody. Później dodałam drobno posiekane dwa duże ząbki czosnku i trzy mięsiste, suszone śliwki. I tak się dusiło na malutkim ogniu przez ok. 15 minut.

Na samym końcu wszystko posypałam świeżą rzeżuchą 😉 Symbolem Wielkanocy.

Wszystkich bardzo serdecznie, wiosennie pozdrawiam! :):)
Praline