Trochę wolności..

Nie było mnie przez tydzień. To nic nowego, przecież posty i tak pojawiają się dosyć rzadko. Tym razem jednak przez kilka dni byłam odcięta od świata, co rozumie się przez się do Internetu także. Nie mogłam posprawdzać poczty i nowości u Was. Mam nadzieję, że nie obrazicie się, gdy napisze, że oczy mi odpoczęły i wypoczęłam (teoretycznie) nie spędzając godzin na buszowaniu po blogach 😉

Góry przywitały mnie brakiem śniegu. Dopiero dziś po przebudzeniu, zobaczyłam delikatnie padający puch, a perspektywa wyjazdu za dwie godziny nie napawała mnie radością. Uwierzycie, że po przyjściu z długiego spaceru po górskich szlakach, siedziałam w legginsach, japonkach i cienkiej bluzce na balkonie? I nie pomieszały mi się miesiące, jest luty. Mój aparat rozgrzany do czerwoności ducha teraz na stole, bo potrzebuję tylko kartę, by się podzielić kawałkiem pięknego świata (obiektyw i bateria dziękują ludziom, którzy wymyślili czytniki kart ;)). Kulinarnie nazwę ten czas ‚nutella, paluszki i zielona herbata’ 😉 Oczywiście muszę dodać oscypki 😉

Chodząc wytartymi drogami, dookoła widząc tylko góry i drzewa, później śnieg, czasem kogoś całkiem obcego, na nowo zaczynam być wolna, czuć, że mogę wszystko. Pokonywać własne słabości i stawać się lepszym człowiekiem. Wybaczać zaprzepaszczone chwile i goić rany. Wszystko przez chwilę wygląda pięknie..

 

Mnie by nie było, gdyby pani z aparatem nie wyrżnęła na oblodzonym szlaku ;D W konsekwencji czego wygląda jak ofiara przemocy domowej- siniaki na łokciu, kolanach, biodrze i nadciągnięte coś w karku. Sztuka wymaga poświęceń 😉 Ale obiektyw po upadku żyje i jest nienaruszony 😉
Białoruski Pan Skoczek, zadowolony po udanym skoku na Wielkiej Krokwi. Za raz za mną na wyciągu pojedzie spróbować jeszcze raz 😉
Udana zabawa manualen i kolorem. *

Dziękuję wszystkim, dzięki którym było bardzo dobrze 🙂 Jestem miło zaskoczona. Nasza mała grupowa integracja. Bliższa i dalsza 😉 Mam nadzieję, że uda nam się jeszcze kiedyś zagrać w scrabble w trzech językach 😉

Pozdrawiam serdecznie!
Praline

*Na nowo zakochałam się w zdjęciach czarno-białych i kolor jest rzadkością w materiale dowodowym
wyjazdu 😉